Strange Days

Strange Days

Autor:

w

,

Strange Days to jeden z tych filmów, które w 1995 roku wyglądały jak science fiction, a dzisiaj ogląda się trochę inaczej.

Los Angeles, ostatnie dni 1999 roku. Istnieje technologia pozwalająca nagrywać ludzkie doświadczenia. Nie tylko obraz i dźwięk, ale również emocje i doznania, a następnie przeżywać je tak, jakby były naszymi własnymi.

I oczywiście ludzie bardzo szybko znajdują dla niej najgorsze możliwe zastosowania.

Na czarnym rynku można kupić cudze wspomnienia, seks, napady, strach czy śmierć. Lenny Nero handluje właśnie takimi nagraniami, a sam jest uzależniony od własnej przeszłości, którą może odtwarzać bez końca.

Brzmi znajomo?

Oglądając Strange Days po Cyberpunku 2077, trudno nie pomyśleć o Brain Dance. Tyle że film Kathryn Bigelow i Jamesa Camerona powstał ćwierć wieku wcześniej.

I właśnie technologia jest dla mnie najciekawszym elementem filmu. Bo Strange Days zadaje pytanie, które z czasem stało się jeszcze bardziej aktualne: jeżeli możemy doświadczać życia innych ludzi bez ponoszenia jego konsekwencji, to jak długo potrwa, zanim cudze doświadczenia staną się po prostu kolejnym produktem?

Film nie jest idealny. Jest za długi, momentami chaotyczny i próbuje zmieścić w sobie cyberpunk, noir, thriller, romans i komentarz społeczny naraz.

Ale ma pomysły, klimat i brudną wizję przyszłości, której wielu współczesnym produkcjom zwyczajnie brakuje.

W 1995 roku Strange Days poniosło finansową klęskę.

Dzisiaj zasługuje na drugie życie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *