Event Horizon miał być brutalniejszy, dłuższy i znacznie bardziej przerażający. Studio jednak pocięło film; usunięty materiał w dużej części przepadł, a kinowa klapa po latach stała się kultowym horrorem science fiction. Być może jednak największą siłą Ukrytego Wymiaru jest właśnie to, czego nigdy nie zobaczyliśmy.
Sam Neill miał w latach 90. wyjątkowe szczęście do filmów, które najpierw ponosiły porażkę, a dopiero później widzowie odkrywali, że może jednak było w nich coś wyjątkowego.
W 1994 roku zagrał w W paszczy szaleństwa Johna Carpentera. Film nie zrobił wielkiej kariery w kinach, ale z czasem został odkryty na nowo i dziś trudno rozmawiać o kinie lovecraftowskim lat 90. bez wspomnienia o nim.
Trzy lata później Neill zrobił to jeszcze raz.
Event Horizon trafił do kin, zebrał kiepskie recenzje i stracił pieniądze. W dodatku studio wcześniej pocięło film tak mocno, że wersji, którą pierwotnie przygotował Paul W.S. Anderson, prawdopodobnie nigdy już nie zobaczymy.
A potem minęło kilka lat i ludzie zaczęli odkrywać Event Horizon poza kinem. A następnie pojawiło się pytanie:
Jakim cudem ten film był klapą?
Nawiedzony dom w kosmosie
Kiedy myślimy o horrorze w kosmosie, trudno nie pomyśleć o Obcym. Philip Eisner, scenarzysta Event Horizon, wychodził jednak od trochę innego pomysłu: nawiedzonego domu umieszczonego w przestrzeni kosmicznej.
Paul W.S. Anderson chciał pójść jeszcze dalej. I dlatego Event Horizon nie jest po prostu kolejnym filmem o ludziach, którzy lecą w kosmos i spotykają potwora. Znacznie więcej ma wspólnego z Hellraiserem, Solaris i horrorem lovecraftowskim.
Event Horizon – co naprawdę było po drugiej stronie?
Materiał jest częścią Szybkiego Seansu — mojego cyklu o klasycznym science fiction, horrorze i kinie akcji oglądanym z dzisiejszej perspektywy.
Gdzie zniknął Event Horizon?
Statek Event Horizon miał przetestować rewolucyjny napęd pozwalający ominąć ograniczenia prędkości światła. Nie poprzez szybszy lot. Statek zagina przestrzeń, skracając drogę pomiędzy dwoma punktami. Problem polega na tym, że aby tego dokonać, na chwilę musi opuścić nasz wszechświat.
Event Horizon właśnie to zrobił, po czym zniknął. Na siedem lat.
Kiedy wrócił, jego załoga nie żyła. Pozostało tylko nagranie pokazujące fragmenty tego, co wydarzyło się na pokładzie.
Bohaterowie zaczynają podejrzewać, że Event Horizon nie poleciał po prostu w inne miejsce.
Trafił gdzieś, gdzie człowiek nigdy nie powinien trafić.
Event Horizon miał być znacznie brutalniejszy
Film, który oglądamy dzisiaj, trwa około 96 minut. Anderson nakręcił jednak znacznie więcej materiału.
Nie chodziło wyłącznie o przemoc. Dłuższe były sceny rozwijające bohaterów, ale najbardziej legendarny stał się materiał pokazujący los pierwszej załogi Event Horizon.
W gotowym filmie oglądamy go jedynie w krótkich przebłyskach.
Pierwotnie miało być znacznie gorzej. Anderson chciał pokazać kompletny upadek człowieka: przemoc, seks, samookaleczenia i obrazy inspirowane przedstawieniami piekła. Do realizacji sekwencji zatrudniono między innymi performerów potrafiących wykonywać ekstremalne rzeczy ze swoim ciałem oraz aktorów porno. A potem film zobaczyło studio. I zaczęło ciąć. W 1997 roku do kin trafiła znacznie krótsza wersja.
Publiczność nie dopisała. Recenzje były kiepskie. Film kosztował około 60 milionów dolarów, a w amerykańskich kinach zarobił niespełna 27 milionów. Wyglądało to na koniec historii.
Poszukiwanie zaginionego Event Horizon
Tutaj historia produkcji zaczyna dziwnie przypominać sam film.
Event Horizon znika na siedem lat. Kiedy zostaje odnaleziony, wraca uszkodzony i nie wiemy dokładnie, co się z nim wydarzyło.
Film spotkało coś podobnego. Kiedy Event Horizon zaczął zdobywać kultową publiczność, pojawiło się zainteresowanie przywróceniem materiału usuniętego przez studio.
Problem w tym, że nikt w 1997 roku nie przypuszczał, że kinowa porażka stanie się kiedyś kultowym horrorem. Wyciętych materiałów nie zabezpieczono tak, jak zrobiono by to z czymś uznawanym za wartościowe.
Część miała zostać później odnaleziona w magazynie w kopalni soli w Transylwanii, ale była w fatalnym stanie. Duża część pierwotnego materiału prawdopodobnie przepadła bezpowrotnie. I właśnie wtedy legenda Event Horizon zrobiła się jeszcze ciekawsza.
Bo skoro tego materiału już nie ma, to czego właściwie nie zobaczyliśmy?
Czy Event Horizon naprawdę trafił do piekła?
To dla mnie najciekawsze pytanie całego filmu. Bohaterowie nazywają miejsce, do którego trafił statek, piekłem. Ale skąd właściwie wiedzą, że nim było? Nie widzimy diabła. Nie dostajemy mapy piekła ani religijnego wyjaśnienia.
Wiemy tylko tyle, że Event Horizon opuścił nasz wymiar.
Trafił gdzieś, po czym wrócił, a ludzie, którzy zobaczyli to miejsce, stracili rozum. I tutaj Event Horizon spotyka się z W paszczy szaleństwa. Bohater Sama Neilla w filmie Carpentera również próbuje racjonalnie zrozumieć coś, czego ludzki umysł być może nie powinien poznawać. To bardzo lovecraftowski pomysł.
Najgorszą rzeczą, jaka może spotkać człowieka, niekoniecznie jest śmierć. Czasami znacznie gorsze jest poznanie prawdy.
Dlaczego Event Horizon działa lepiej dzisiaj?
Pod całą krwią i horrorem kryje się zaskakująco prosty pomysł.
Człowiek znalazł zamknięte drzwi i zamiast zastanowić się, dlaczego są zamknięte, zbudował klucz. Doktor Weir dokonał czegoś niewiarygodnego. Zadał pytanie:
Czy możemy tam dotrzeć?
Nie zadał jednak drugiego:
Co znajduje się pomiędzy?
I właśnie to łączy Event Horizon, W paszczy szaleństwa i Lovecrafta znacznie bardziej niż potwory, krew czy macki. Ciekawość nie zawsze prowadzi do wiedzy. Czasami wiedza prowadzi do miejsca, z którego nie można już wrócić.
Jest w tym wszystkim jeszcze jedna ironia.
W filmie ludzie wysyłają Event Horizon w nieznane. Statek znika. Po latach wraca uszkodzony i nigdy nie dowiadujemy się dokładnie, co wydarzyło się po drugiej stronie.
Paramount wysłał Event Horizon do kin. Film przepadł, po to tylko aby po latach powrócić jako kultowy horror.
A kiedy zaczęliśmy szukać jego pierwotnej wersji, okazało się, że ona również w dużej mierze zniknęła.
Być może nigdy nie dowiemy się, jak wyglądał prawdziwy Event Horizon Paula W.S. Andersona. Tak samo jak nigdy nie dowiadujemy się, co naprawdę zobaczyła pierwsza załoga statku.
I wiecie co?
Może właśnie dlatego prawie trzydzieści lat później nadal o nim pamiętamy.
Szybki Seans
Szybki Seans to niezależny polski serwis i kanał filmowy specjalizujący się w klasycznym science fiction, horrorze i kinie akcji.
Nazywam się Tomek. Wracam do kultowych i zapomnianych filmów sprzed lat i sprawdzam, dlaczego po latach potrafią wyglądać zupełnie inaczej niż w dniu premiery.


Dodaj komentarz